LUBLIN JAZZ FESTIWAL 2019

Zbigniew Chojnacki, Portico Quartet, Enrico Rava, Adam Bałdych Quartet i Mammal Hands to tylko niektórzy artyści, których można było podziwiać na scenie podczas 11. edycji Lublin Jazz Festiwalu. Impreza odbyła się w stolicy Lubelszczyzny w dniach 23-28 kwietnia. 

Festiwal tradycyjnie rozpoczął się koncertami z cyklu “Jazz w mieście”, czyli – jak sama nazwa wskazuje – na początek muzyka opanowała miejskie przestrzenie Lublina. We wtorek, 23 kwietnia, w Ładno Pracowni wystąpił Skerebotte Fatta, w środę (24 kwietnia) w kameralnej atmosferze Świętego Spokoju swój solowy materiał zagrał Zbigniew Chojnacki, zaś w czwartek (25 kwietnia) w Galerii Labirynt można było posłuchać jazzowych dźwięków w wykonaniu TRIO_IO.

PIĄTEK:

Festiwalowy piątek rozpoczął się w Piwnicach Centrum Kultury koncertem Jerry & The Pelican System. Przenikające do wnętrza dźwięki saksofonu, trąbki i kontrabasu wzbogacone o elementy elektroniki to coś, co zdecydowanie zapada w pamięć. Nostalgia pojedynczych instrumentów przeplatana momentami żwawej, rytmicznej muzyki sprawiła, że niejednej osobie obecnej na tym występie chciało się bawić w ich rytm.

« z 3 »

Następnie festiwal wydostał się z podziemi i przeniósł do Sali Widowiskowej, gdzie swoim występem czarował publiczność brytyjski Portico Quartet. Subtelność dźwięku połączona z mrocznym klimatem budowanym światłami i scenicznym dymem zakończyła się burzą oklasków. Zespół zagrał więc równie udany bis.

« z 3 »

Zwieńczeniem piątkowego wieczoru był koncert izraelskiego zespołu Malox. Energetyczne utwory i świetna interakcja pomiędzy saksofonistą Eyalem Talmudi a licznie zgromadzoną publicznością sprawiły, że na sali nie było chyba nikogo, kto nie zacząłby tańczyć. Tego trio po prostu nie sposób wymazać z pamięci! Ostatni utwór zagrany został w ciemności przebijanej jedynie przez kolorowe światła umieszczone na saksofonie, którego właściciel krążył między zgromadzoną publiką. Koncert zakończył się owacjami oraz gromko odśpiewanym “Sto lat” dla Eyala, który tego dnia obchodził swoje urodziny.

« z 2 »

SOBOTA:

Sobota upłynęła zaś pod znakiem projekcji filmu “Komeda Komeda”, prapremierowego występu Polish Jazz Requiem, światowej klasy kwartetu Enrico Ravy oraz artystycznej improwizacji w wykonaniu Gnigler Sextett.

Na muzyczny początek – projekt Marcina Olesia, powstały w celu uczczenia pamięci Krzysztofa Komedy, czyli wspomniany Polish Jazz Requiem, przeniósł publiczność obecną w Sali Widowiskowej Centrum Kultury w stan melancholii. Kompozycje o charakterze wspomnień najwybitniejszych przedstawicieli polskiego jazzu, przepełnione były harmonijnym pięknem. Podczas tego występu nie zabrakło także hołdu m.in. dla Tomasza Stańki, a całość została doceniona gromkimi brawami.

Tuż po Polish Jazz Requiem na scenie pojawił się Enrico Rava Quartet. Włoski mistrz trąbki wraz z trójką jazzmanów młodego pokolenia pokazał jazzową odsłonę klasycznych dźwięków połączonych z nowoczesnością. Perfekcja każdego dźwięku spod znaku Ravy przenikała przez wszystkich słuchaczy. Nikogo więc dziwić nie powinno, że kwartet ten zagrał podwójny bis!

« z 4 »

W sobotni wieczór ostatni na scenie, tym razem w Piwnicach CK, pojawił się Gnigler Sextett. Szóstka muzyków pochodząca z Austrii przedstawiła zebranym szereg tylko na pozór sprzecznych ze sobą dźwięków, przenosząc wszystkich do świata genialnej muzycznej improwizacji. Przeplatające się wzajemnie tony saksofonu, kontrabasu, instrumentów dętych i perkusji mogły wprawić w osłupienie niejednego fana jazzu, a wysiłki muzyków zostały nagrodzone oklaskami i wywołaniem gry na bis.

« z 2 »

NIEDZIELA:

Ostatni dzień Festiwalu rozpoczął się z kolei spotkaniem autorskim z Magdaleną Grzebałkowską – autorką książki “Komeda. Osobiste życie jazzu”. Ze sceny muzycznie czarował natomiast Adam Bałdych Quartet w premierowym projekcie SACRUM / PROFANUM. Ten wybitny skrzypek jazzowy za każdym razem udowadnia, że granice w muzyce nie istnieją, a panuje w niej za to absolutna dowolność ekspresji
i interpretacji. Muzyka sakralna połączona z nowoczesną wizją muzyczną to coś, czego zdecydowanie każdy powinien posłuchać. W niedzielny wieczór wszyscy zgromadzeni w Sali Widowiskowej lubelskiego Centrum Kultury byli świadkami wirtuozerii na najwyższym światowym poziomie. Znalazło to odzwierciedlenie w reakcjach słuchaczy, którzy po każdym utworze nagradzali muzyków wyrazami zachwytu, podwójnym bisie (w tym solo Adama Bałdycha) oraz w kończących występ owacjach na stojąco.

11. edycję Lublin Jazz Festiwalu zakończył koncert brytyjskiego trio o nazwie Mammal Hands. Ta trójka muzyków, w sobie tylko znany sposób łączy w swoich utworach elementy jazzu, folku, elektroniki
i muzyki klasycznej. Przenikające serce i zmysły połączenie różnorodnych stylów muzycznych zostało docenione przez publiczność gromkimi brawami i okrzykami zachwytu po każdym wykonanym przez nich utworze. Nie obyło się bez bisu!

« z 3 »

Kolejny Lublin Jazz Festiwal przeszedł już do historii. Za nami 6 wieczorów przepełnionych kunsztem muzyki jazzowej w wykonaniu polskich i światowych gwiazd. Na zakończenie nie pozostaje nam więc nic innego jak ukłon w stronę organizatorów tej imprezy, którzy po raz kolejny udowodnili, że jazzem po prostu nie da się znudzić!

Scroll to top