"Mów mi dobrze" tour 2019!

Duszno, parno, gorąco i głośno – tak w wielkim skrócie można podsumować atmosferę, w jakiej przebiegał sobotni koncert zespołu Happysad w Klubie Graffiti.

To właśnie 23 marca do Lublina dotarła szczególna, bo upamiętniająca 10-lecie wydania pierwszej platynowej płyty zespołu, trasa koncertowa pod szyldem “Mów mi dobrze”. Sentyment do tego wydawnictwa przyciągnął do lubelskiego klubu komplet publiczności. Graffiti wypełniło się po brzegi ludźmi spragnionymi koncertowych doznań.

Jako pierwszy na scenie pojawił się gościnnie zespół BAiKA, który zaprezentował przekrój swojego materiału. Banach i Kafi rozgrzali wszystkich zebranych między innymi kawałkiem „Jeśli tylko to będzie możliwe”, który został gromko odśpiewany przez zgromadzoną publiczność.

Chwilę po godzinie 20:00 nadszedł czas na występ głównego sprawcy całego koncertowego zamieszania, czyli zespołu Happysad. Zaczęło się w mroku, rozświetlanym jedynie przez zawieszony na statywie mikrofonu lampion, który migotał niepewnym światłem przy nastrojowych dźwiękach „-1”. Stworzyło to wręcz intymną atmosferę między schowanym w ciemności wokalistą zespołu a zasłuchanymi fanami. Jednak już kilka sekund później klimat zmienił się o 180 stopni, gdyż od razu po tym jakże lirycznym utworze, rozbrzmiała z kolei energetyczna „Dłoń”.

Przez cały koncert nie można było narzekać na nudę. Emocje przekazywane przez zespół udzieliły się wszystkim zebranym, którzy w zależności od tempa kolejnych utworów na zmianę skakali, pogowali, bądź też w pełnym skupieniu wtórowali wokaliście. Kołyszące się w górze ręce i pojawiające się niekiedy światła latarek czy zapalniczek, uwydatniały klimat takich utworów jak chociażby „Lęki i fobie” czy „Pani K”. Nie zabrakło również upragnionej przez publiczność „Łydki” – w zupełnie nowej, odświeżonej aranżacji. Lublin dał genialny popis wokalny, gdyż większość kompozycji została w całości donośnie odśpiewana przez publikę.

« z 3 »

Całość koncertu dopełniała cudowna gra świateł, potęgująca wydźwięk poszczególnych utworów. Temperatura zarówno w samej sali, jak i na balkonie Klubu Graffiti sięgnęła tego wieczoru iście tropikalnego klimatu, jednak chyba nikomu to nie przeszkadzało.

I choć Happysad bisował dwukrotnie, to zakończenie koncertu okazało się dla wielu niemal niespodzianką, gdyż chciałoby się ich słuchać jeszcze i jeszcze, i jeszcze…

Scroll to top