JACEK FEDOROWICZ – PAMIĄTKA NARODOWA

W pierwszy dzień festiwalu, pierwszego sierpnia 2018 r. uczestnicy Pol’and’rock Festivalu mieli okazję spotkać się z osobą, która przeżywała swe dzieciństwo w tym podniosłym, niezwykłym i pełnym okrucieństwa czasie. Prowadzone przez Katarzynę Jankowską spotkanie odbyło się w dużym namiocie Akademii Sztuk Przepięknych. A Gościem była legendarna już postać satyryka i aktora, karykaturzysty i felietonisty a zarazem autora programów rozrywkowych. Długo by wymieniać życiorys 81- latka. Bohater spotkania w końcu sam się skromnie przedstawił: Jacek Fedorowicz – pamiątka narodowa.

Rozmowa zaczęła się od przypomnienia Powstania Warszawskiego. Dla Jacka Fedorowicza jest to trauma, która nie opuszcza go od 74 lat. Dwa miesiące życia w codziennym strachu i obserwowanie cudzej śmierci. Na pytanie prowadzącej, czy warto było wysyłać na śmierć młode dziewczęta i chłopców gość utożsamia się z teorią Jana Nowaka Jeziorańskiego, że „Powstanie wybuchło, bo musiało”. Powstańcy podjęli walkę, bo mieli prawo przypuszczać, że przywitają Armię Czerwoną na tym skrawku niepodległej Polski, że zmusi to aliantów do innych decyzji.

Na pytanie prowadzącej, jak rozumie patriotyzm, padła zaskakująco prosta odpowiedź:” Nie jeździć na gapę i dbać o czystość w ogródku”. Wspomina, że już jako kilkuletnie dziecko potrafił narysować mapę przedwojennej Polski. Po wojnie wraz z rodzicami przeniósł się do nad morze, by „kolonizować Gdynię”. Potem nastał stalinizm, polski Październik 56, rządy Gomułki. Po kolejnych przewrotach nie miał już złudzeń co do komunistycznej władzy. Dopiero przy Solidarności nabrał przekonania, że przeżyje niepodległość. Na początku lat 80-tych postanowił wystartować w maratonie, by w dobrym zdrowiu jeszcze z tej niepodległości skorzystać. I korzystał.

”Widocznie teraz trzeba przestać”- stwierdził. Ale zaraz sam siebie strofował: „Nie kracz, Fedorowicz, nie kracz”.

Na pytanie o obecnego ministra stwierdził: ”Jeśli mówimy o kulturze, to nie mówmy o panu Glińskim! Minister kultury to jest pionek w autokratycznym rządzie Kaczyńskiego”.

On sam nie ma aspiracji bycia ministrem, bo nie jest politykiem. Politycy zaś powinni być fachowcami wynajętymi, by zarządzać naszym mieniem. On jest artystą! Chce wydać też książkę pod znaczącym tytułem” Chamosapiens” ilustrowaną swoimi rysunkami i karykaturami sprzed lat. W końcu studiował i ukończył – co podkreśla – Akademię Sztuk Pięknych. Z ogniem w oczach zachęcał młodzież, żeby odważyć się robić coś nowego, by mieć nie tylko specjalistyczne, ale też szersze spojrzenie.

Nagle Jacek Fedorowicz wstał z ekologicznego, bogato zdobionego, tekturowego siedziska i stwierdził, że ten fotel – mówiąc Gombrowiczem go „upupia”. Przyjął więc typową dla siebie postawę stojącą na scenie, by kontynuować swe wspomnienia. Jako 16 – latek zaczął zarabiać na siebie rysując. Potem był kabaret, radio, pisanie felietonów. A po drodze też teatr, dzięki któremu udało się wpłynąć na bieg wydarzeń. Premiera teatru na przełomie 54/55roku z niesocrealistycznym repertuarem, jak przypuszcza współzałożyciel BIM – BOMU, mogła ich zaprowadzić „do ciupy”. „Byliśmy tymi, którzy przydali się etapowi odzyskania niepodległości w Polsce. Mój pesymizm – stwierdza poważnie satyryk – polega na tym, że obserwując świat zaczynam mieć straszliwe wizje, do czego może to doprowadzić. Już dwa lata temu mówiłem, że prezes chce nas wyprowadzić z UE. Tyle pokoleń walczyło, by należeć do zachodu, a teraz na siłę wloką nas na wschód”. Odnosząc się do obecnej telewizji publicznej skonstatował, że jest pewien gatunek człowieka, dla którego pokazywanie się w Telewizji Kurskiego jest wstydem.

Ponieważ pytania uczestników konferencji były wielokrotnie złożone, podam główny sens wypowiedzi gościa na poruszane zagadnienia.

Moją wymowę i bogaty język polski zawdzięczam mojej babci, która czytała mi wszystkie wiersze Brzechwy i uczyła mnie dykcji. Żaden błąd u niej nie przeszedł. Brzechwa, Tuwim, a przede wszystkim Kubuś Puchatek był czytany…

Kobiela i Cybulski… to był wspaniały, jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Zbyszek Cybulski był typem harcerza – rewolucjonisty, a Bobek Kobiela elfem humoru. Miał jedną cechę, która stwarzała jego niezwykłość. Czuł komedię. On w każdej sytuacji życiowej potrafił zrobić coś, co było obezwładniająco dowcipne. Dziś to jest już nie do powtórzenia.

– Tak, wróciły czasy Kolegi Kierownika. Sam Kolega Kierownik zestarzał się formalnie.

– Ostatnio szczerze śmiałem się oglądając „Sikiradkę” Roberta Górskiego. Na filmie, to nie. Na ogół jestem ponury.

– Ostatnio startowałem rok temu w sierpniu w półmaratonie. organizm daje mi znaki, że powinienem już kończyć. Może jeszcze pobiegnę „10 – tkę” w Kwidzyniu.

Na mecie w Radzyminie zmobilizowałem się. Zbieram siły na finisz. Zebrałem się w sobie, ostatnie 100 metrów, a koledzy podbiegają , trzymają mnie. Okazało się, że to, co mnie wydawało się sprintem, było takimi zakosami, że inni obawiali się, czy trafię do mety…

Scroll to top