Lublin Jazz Festiwal

Napisać, że 10. Lublin Jazz Festiwal zakończył się z przytupem to nic nie napisać. Emocje, jakie czekały na słuchaczy 22 kwietnia, czyli w ostatni dzień imprezy, stanowiły całkowity muzyczny misz-masz doznań.

KUBA WIĘCEK TRIO

Na początek młodzi i zdolni, czyli Kuba Więcek Trio. Weszli na scenę i zagrali materiał ze swojej debiutanckiej płyty “Another Raindrop”. Nietypowa, ciekawa sceniczna osobowość jaką jest Kuba Więcek wprowadziła na scenę pewną kontrolowaną nonszalancję, z której jednocześnie przebijała skromność. Dźwięki rozbrzmiewające w Sali Widowiskowej Centrum Kultury stanowiły dokładną, przemyślaną wizję muzyczną saksofonisty. Kuba nie ukrywał, że inspiracje przy tworzeniu kolejnych utworów czerpie ze wszystkiego, co go otacza. Młody jazzman połączył ze sobą elementy z muzyki elektronicznej i alternatywnej z klasyką i folklorem europejskim.

Publiczność doceniła ten świeży powiew jazzowego kunsztu brawami, a Kuba Więcek Trio wrócili na scenę grając na bis!

« z 2 »

 

MARC RIBOT CERAMIC DOG

Kolejna muzyczna uczta czekała na słuchaczy o godz. 19:30. Wtedy na scenie pojawił się Marc Ribot z projektem Ceramic Dog. Jazzman, którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, razem z Shahzadem Ismaily (bas) i Chesem Smithem (perkusja) zaproponowali tłumnie wypełnionej sali moc energetycznego jazzowo-rockowego brzmienia. Zamaszystość perkusji, elektryzujące dźwięki gitary i basu oraz elementy elektroniki przeplatały się ze spokojem i wrażliwością. Popis instrumentalistów oraz partie śpiewane poruszały publiczność. Na koncercie, prócz momentów mocnego uderzenia i nostalgii, nie zabrakło również chwil sprzyjających tanecznym rytmom. Ze sceny uderzała pewność improwizacji, finezja, opanowanie i absolutna muzyczna perfekcja.

W podziękowaniu za tak różnorodną dawkę emocji, publiczność nagrodziła występ Marca Ribota owacjami na stojąco. Ku uciesze widowni, Ceramic Dog po chwili powrócił na scenę, by dać niezapomniany bis!

« z 2 »

OTTONE PESANTE

Takiego zakończenia 10. edycji Lublin Jazz Festiwalu chyba mało kto się spodziewał. Dym, ogień, sceniczna zawierucha – i tak żadne z tych słów nie jest w stanie w pełni oddać tego, co działo się na scenie Klubu Festiwalowego w późny niedzielny wieczór. Ottone Pesante, czyli trio włoskich muzyków grających jazz połączony z brzmieniami heavy metalu, zafundowało wszystkim tam obecnym nieziemską porcję muzycznej adrenaliny. Roznosząca scenę energia, przejawiająca się w ogromie ruchów artystów, gra świateł, użycie rekwizytów (palące się świeczki, czaszka kozła) to z pewnością było coś, czego nie spotyka się na co dzień. Ostre, przenikające głowę i mury brzmienia w połączeniu z uzyskanym zabawą światłami ciemnym, ciężkim wystrojem piwnic lubelskiego Centrum Kultury było idealnym miejscem na tego typu doznania. Publiczność, która licznie zapełniła wnętrze Klubu Festiwalowego od pierwszych dźwięków nie pozostała obojętna na elektryzującą energię, która wręcz wylewała się ze sceny. Mając do dyspozycji wolną przestrzeń, nikt nie oszczędzał sił bawiąc się w rytm ciężkiego metalowego brzmienia.

Tańce, skoki, ukłony, próba pogo i podwójny bis – czy trzeba dodawać coś więcej?

« z 4 »

Podsumowując…

10. edycję Lublin Jazz Festiwalu z całą pewnością należy zaliczyć do udanych. Było to osiem wieczorów wypełnionych koncertami, z których każdy miał w sobie coś nieoczywistego. Wszyscy miłośnicy jazzu mogli tutaj znaleźć coś dla siebie. Dobór tak różnorodnych artystów zarówno z polskiej, jak i z zagranicznej sceny muzycznej oraz poświęcenie na tę imprezę pełnego tygodnia, umożliwił Lublinianinom codzienne delektowanie się jazzowymi brzmieniami. Wszystkie zespoły, jakie wystąpiły na scenach Centrum Kultury w Lublinie oraz w ramach cyklu Jazz w mieście zaprezentowały własny styl, udowadniając tym samym, że granice w muzyce po prostu nie istnieją. O sukcesie tegorocznej edycji świadczy również wysoka frekwencja na wszystkich koncertach – zarówno tych darmowych, jak i tych biletowanych. Wszystkim miłośnikom jazzu nie pozostaje więc nic innego jak wytrwałe oczekiwanie na następną edycję, bo kto wie, czym za rok zaskoczą nas organizatorzy…

Scroll to top