Hollywood Undead - New Empire

Gdy jakiś solowy artysta lub zespół wydaje płytę i zaczyna z wysokiego C, niemalże od razu wybijając się przebojem na TOP, u większości odbiorców automatycznie nasuwać się może pytanie: co będzie potem? Można śmiało stwierdzić, że muzyczny świat niemal po brzegi wypełniony jest gwiazdami jednego przeboju bądź jednej płyty. Niektórzy po pierwszych sukcesach popadają w marazm, inni tłuką schematy i zwyczajnie “jadą na tym, co było”… Inni próbują eksperymentować, co nie zawsze wychodzi im na dobre, czego najlepszym przykładem może być Iron Maiden i ich płyta „Seven son of the seven son”, która nawet przez najbardziej zagorzałych fanów tego zespołu została okrzyknięta mianem herezji.

Tymczasem Hollywood Undead stanowi pewnego rodzaju ewenement na scenie muzycznej. Zespół, który w 2008 roku wystartował z takimi przebojami jak “Young” i “Everywhere I Go” (który do dziś stanowi obowiązkowy punkt każdego ich koncertu), swym nowatorskim stylem muzycznym postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Przede wszystkim sam sobie.

W krótkim czasie, pomimo braku zainteresowania ze strony mainstreamowych mediów, zespół wstrzelił się w absolutny TOP i od lat jest w stanie wypełnić każdą salę koncertową na świecie.

« z 4 »

Można powiedzieć, że mimo upływu czasu i wydania kolejnych płyt, band w zasadzie się nie zmienił. Można odnieść wrażenie, że chłopaki wciąż doskonalą swój warsztat i wzmacniają kontakt z publicznością podczas kolejnych koncertów. A do tego… robią coraz to lepsze płyty.  I to zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej.  Taki stan rzeczy nie pozostaje bez echa podczas ich występów. Show, które Hollywood Undead zapewnia swoim fanom podczas grania na żywo nie ma sobie równych.

Gdy więc ukazały się pierwsze zwiastuny ich najnowszej płyty z tytułowym „New Empire”, przeszło nam przez myśl, że zespół nieco „zaplątał  się we własne nogi”, bo chłopaki zaczęli skręcać w stronę alternatywy. Jednak bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że dokładnie takie samo wrażenie towarzyszyło nam przy każdej poprzedniej zapowiedzi ich wcześniejszych albumów.  A to dlatego, że oni za każdym razem dodają do swoich utworów to szczególne muzyczne „coś”…, jakby inną, zupełnie nową przyprawę. W pewnym sensie przypomina to doskonałego kraftowego browarnika, który mając do wyboru kilka rodzajów chmielu wraz z innymi podstawowymi składnikami, jest w stanie z każdej wariacji stworzyć coś oryginalnego, niezwykłego i powalającego na kolana.

Utworem, który zdecydowanie rozbił bank na ich najnowszej płycie jest „Time Bomb”. Oto dostajemy od zespołu kolejny tekst, idący pod prąd, który chciałby wysadzić fejsbuki i instagramy. W dodatku ubrany w muzykę, która przebija wszystko to, co do tej pory stworzyli.

 

Jesteśmy niezmiernie ciekawi, jak ta grupa poradzi sobie z ciśnieniem, które sami uruchomili i czym, jeśli w ogóle, będą w stanie w przyszłości przebić utwory z tego wydawnictwa…

Scroll to top