Nigel Kennedy i Mike Stern

Jimi Hendrix na… skrzypce i altówkę – koncert Nigela Kennedy

Nigel Kennedy, Mike Stern i troje innych muzyków zainaugurowali tegoroczną edycję Summer Jazz Festival w Krakowie, podając utwory Hendrixa na jazzowo. To przedpremiera specjalnego projektu, jaki Nigel Kennedy przygotowuje na przyszły rok, na 50. rocznicę śmierci mistrza gitary. Jeśli ktoś zastanawiał się, jak brzmią rockandrollowe kompozycje Jimiego Hendrixa, zaaranżowane na smyczki i oczywiście gitarę, miał w piątek niepowtarzalną okazję by się o tym przekonać. W koncercie inaugurującym Summer Jazz Festival w Krakowie Nigel Kennedy udowodnił, że drapieżne utwory Hendrixa, człowieka, który w latach sześćdziesiątych zrewolucjonizował grę na gitarze elektrycznej, można rozłożyć na partie jazzowe. Zbyteczne wydaje się dodawać, że zabrzmiało to cudownie. Zwłaszcza w tak przyjemnym na koncerty miejscu, jak aula w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
« z 3 »
Tego muzycznego eksperymentu Nigel dokonał wspólnie z Mikiem Sternem, gitarzystą należącym do światowej czołówki jazzmanów. Mike ze swoją gitarą (nie mogło jej zabraknąć, wszak chodzi o rockowe oblicze muzyki Jimiego) był równoległą lokomotywą napędzającą ten fantastyczny koncert. Zaprezentowane na nim interpretacje tworzyły przekrój muzycznych klimatów. Od mocnej, wybuchowej kompozycji Purple Haze, zagranej z pazurem i dynamiką, przez cudownie zgrzytliwe Foxy Lady, po rockową balladę Little Wing, rozłożoną na delikatne, muzyczne dialogi instrumentalistów: kontrabasisty Piotra Kułakowskiego, trębacza Tomka Nowaka, perkusisty Eda Richardsona (który w tym utworze użył delikatnych miotełek, zamiast pałek) i uroczej altowiolistki Gabrielli Swallow. Co ciekawe, przy tym utworze Nigel odłożył swoje skrzypce, by zasiąść za fortepianem (Mike Stern nie rozstawał się ze swoją gitarą, ale tym razem brzmiała ona łagodnie). Co jeszcze zapamiętamy z tego koncertu? To, że Nigel Kennedy lubi bezpośredni i swobodny kontakt ze słuchaczami. W przerwach żartował, podawał rękę siedzącym w pierwszym rzędzie, tym z głębszych miejsc na auli odpowiadał na zawołania, komuś innemu podrzucił coś ze sceny na pamiątkę (czy była to kartka z partyturą, która spadła z pulpitu Mike’a Sterna?). A co do gitarowych riffów, których nie mogło zabraknąć przy hendriksowskiej muzyce, to okazuje się, że świetnie mogą być zastępowane riffami… smyczkowymi. To była niesamowita inauguracja Summer Jazz Festival Kraków. Pozytywnie nastraja na ciąg dalszy, czyż nie? Rafał Jaworski
Scroll to top