Rawa Blues 2019

Linday Beaver i Hannah Wicklund spięły finał Rawy Blues muzyczną klamrą. Pierwsza z wymienionych artystek wystąpiła na początku koncertu finałowego, a druga zakończyła go mocnym, wręcz rockowym akcentem. Lindsay Beaver to pochodząca z Kanady perkusistka i wokalistka, która pojawiła się na otwarciu koncertu gwiazd katowickiego festiwalu i od razu wprowadziła na scenę żywioł i energię. Mając wsparcie zaledwie dwóch muzyków, gitarzysty i kontrabasisty, sama stojąc za mikrofonem i prostym zestawem perkusyjnym, zaserwowała nam nie tylko bluesa, ale również prawdziwy, mocny rock’n’roll. Nie zabrakło też kameralnie brzmiących utworów oraz dialogu z publicznością. Lindsay przyciągała uwagę nie tylko swym drapieżnym głosem, ale też kolorowymi tatuażami, które pokrywały jej ramiona.
« z 3 »
Po swoim występie sprawiła niespodziankę najmłodszym gościom Rawy Blues i razem z Irkiem Dudkiem (chyba nie trzeba nikomu przedstawiać dyrektora, czy wręcz duszy tego festiwalu) podpisywała prace plastyczne dzieciom, które uczestniczyły w zorganizowanym dla nich konkursie.
Kolejni wykonawcy na bluesowej scenie to charyzmatyczny gitarzysta z Kalifornii, Daniel Castro oraz pianista, wokalista i niesamowity showman Victor Wainwright. To dwaj odrębni artyści, mający wspólną inspirację, od której zaczęła się ich fascynacja bluesem – tym impulsem był kontakt z twórczością jednego z najsłynniejszych bluesmanów, B. B. Kinga.
« z 3 »
Victor Wainwright opowiedział ponadto publiczności o innych swoich mentorach, którymi byli profesjonalnie muzykujący ojciec i dziadek artysty. Im obu, a także B. B. Kingowi zadedykował jeden z utworów podczas sobotniego koncertu. Pięknym gestem w stronę publiczności było z kolei wykonanie utworu specjalnie zapowiedzianego dla uczestników Rawy Blues. To była ta bardziej nostalgiczna część występu Victora Wainwrighta i trójki towarzyszących mu muzyków z zespołu The Train. Natomiast zdecydowana większość czasu na scenie upłynęła na szalonym bluesowym show. Potem katowicka publiczność powitała gorąco dwóch gitarzystów: Jamesa „Blood” Ulmera, nestora bluesa i jazzu oraz Vernona Reida, znanego głównie jako założyciela rockowo – funkowej grupy Living Colour. To był ciekawy dialog dwóch różnych temperamentów muzycznych i dwóch poszukiwaczy nowych kierunków w swojej twórczości.
I wreszcie późnym wieczorem przyszedł czas na zaprezentowanie wielkiego talentu zza Oceanu – młodej amerykańskiej wokalistki i gitarzystki Hannah Wicklund z zespołem The Steppin’ Stones. Hannah wiedziała, jak oczarować publiczność, wykonując przepięknie solowo dwie ballady. Oczarowywała też samym byciem na scenie, prezencją, swoimi bujnymi, długimi włosami, mocnym rockowym głosem i tym, jak wiele potrafiła wydobyć ze swojej gitary w żółtym kolorze. Tak, to była zdecydowanie bardziej rockowa, niż bluesowa siła kobiecej sceny.
« z 3 »
Kiedy słuchało się i oglądało jej występ, można było rozkoszować się myślą: jak dobrze, że ktoś kiedyś wymyślił taki piękny muzyczny „hałas”. Na absolutny koniec 39. edycji Rawy Blues, na bis, Hannah Wicklund wykonała rockowy hymn Neila Younga: Rockin’ in the Free World. Tym samym podzieliła się z publicznością wspomnieniem z dzieciństwa, bowiem wspomniany utwór Younga był pierwszym, jakiego nauczyła się grać i który wykonała podczas swojego debiutanckiego występu na scenie. Za rok polskich fanów bluesa czeka wyjątkowy, bo jubileuszowy festiwal Rawa Blues. Na 40. edycję tego święta muzyki już czekamy z niecierpliwością! Rafał Jaworski
Scroll to top