Siesta Festival 2017

To była już siódma odsłona Siesty. Jazz, latino, bossa nova, fado – organizatorzy przygotowali dla nas prawdziwą muzyczną ucztę. Nie zabrakło emocji, dobrej muzyki, wzruszającej swoim pięknem i otwierającej przed nami nowy świat. Na trzy dni przenieśliśmy się w zupełnie nowy wymiar. Było nostalgicznie, ale również radośnie i żywiołowo. Gdańsk pożegnałam oczarowana pięknem muzyki i pewna, że jeszcze nie raz zawitam na tym festiwalu, który skradł moje serce. A teraz po kolei…

Tegoroczną Siestę rozpoczęliśmy od występu Dino D’Santiago. Pochodzący z portugalskiego wybrzeża Algarve piosenkarz zachwycił publikę swoją dobrą energią i czarującym głosem. Melodyjna, porywająca do tańca muzyka w połączeniu z tym wibrującym głosem przeniosły nas w zupełnie nowy wymiar. W repertuarze artysty znalazło się sporo spokojnych, melancholijnych piosenek. Nie zabrakło jednak miejsca na skoczne, porywające do tańca piosenki, przy których publiczność podniosła się z krzeseł i zaczęła tańczyć.

« z 2 »

 Po Dino D’Santiago na scenie pojawiła się Omara Portuondo. Niesamowita, 87-letnia interpretatorka kubańskiego bolero, prawdziwa artystka, która spędziła około 70 lat na scenach całego świata. Ta niepozorna starsza pani oczarowała publiczność swoim nieziemskim głosem i ogromem energii, która udzielała się wszystkim obecnym. Artystka z wielką klasą wprowadziła nas w świat kubańskiej muzyki, do której podchodzi z miłością i humorem. Ze wzruszeniem mówiła, jak szczęśliwa jest mogąc być tego wieczora częścią Siesta Festival. Kilka ostatnich piosenek szczególnie zapadnie mi w pamięć. Widok pełnej sali koncertowej, ludzi oczarowanych muzyką i Omary tańczącej z prezydentem miasta, dźwięki skocznej kubańskiej muzyki – tego nie da się opisać w kilku zdaniach. To trzeba przeżyć.

« z 2 »

O ile pierwszy dzień Siesta Festival rozbudził moją ciekawość, to drugi zdecydowanie skradł moje serce. Dźwięczny, niemal mistyczny głos Mor Karbasi zahipnotyzował mnie od pierwszych chwil. Jej piosenki opowiadały historie niezwykłe, naładowane ogromnym ładunkiem emocji i były tak piękne, że momentami zapominałam gdzie jestem. Zamykałam oczy i już spacerowałam ulicami Izraela czy podziwiałam wschód słońca. Towarzyszący wokalistce muzycy stworzyli fantastyczne tło dla jej egzotycznego, przenikającego głosu, sprawiając że czułam się jak we śnie i tylko dźwięk trzaskającej obok migawki przywoływał mnie co jakiś czas do porządku, przypominając o robieniu zdjęć. Koncert Mor Karbasi był dla mnie fantastyczną przygodą, niesamowitą muzyczną podróżą, o której długo nie zapomnę.

« z 4 »

Ostatniego dnia festivalu w muzyczną przygodę zabrała nas Eliane Elias, jedna z największych gwiazd światowej sceny jazzowej. Jej występ cieszył się ogromną popularnością zarówno wśród publiczności z Polski jak i gości przybywających z innych krajów. Kunszt z jakim grała na fortepianie, jej czysty głos wyśpiewujący kolejne utwory wprawiały w zachwyt. Perfekcja, z jaką grali muzycy wzbudzała podziw publiczności i nagradzana była wielokrotnie brawami pełnymi uznania. Koncert Eliane był doskonałym zwieńczeniem festiwalu. Eleganckim, perfekcyjnym i momentami nostalgicznym, wprawiającym słuchacza w zadumę balsamem dla psychiki.

Scroll to top