Wywiad z Mikromusic

O projekcie „Mikromusic z Dolnej Półki”, trudach w życiu muzyka i nowej płycie rozmawialiśmy z Natalią Grosiak – wokalistką zespołu Mikromusic przed koncertem w ramach Festiwalu Wschody w Lublinie.

– „Mikromusic z Dolnej Półki” – to właśnie dzisiaj w Lublinie przedpremierowo zaprezentujecie ten projekt w wersji koncertowej. Opowiedz proszę nieco więcej o tej odsłonie Waszego zespołu. Skąd taki pomysł?

– Nagrywaliśmy z Mikromusic co jakiś czas takie live’y i zaczęło się od tego, że pierwszy nagraliśmy w moim domu, później na statku ze Skubasem, później w kawiarni u mojej przyjaciółki – w Rozruszniku, a później mieliśmy w planie kolejne nagrania. Wymarzył nam się las i stwierdziliśmy, że można by w ten sposób zrealizować całą płytę. Pod te nagrania przygotowywaliśmy nowe aranże i to były aranżacje oparte na trochę innym instrumentarium. Ręcznie robione gitarki przez Dawida Korbaczyńskiego, Robert Jarmużek wyciągnął swój stary akordeon, który dostał jeszcze w prezencie z okazji Pierwszej Komunii… Aby nie hałasować za bardzo i zmieścić się z zestawem perkusyjnym, został on w pewnym momencie okrojony tylko do stopy i werbla, więc zaczęliśmy się śmiać, że to jest taki “Mikromusic z Dolnej Półki” i tak już zostało.

– Spotykamy się dziś na Festiwalu Muzyki Artystycznej – Wschody. Przed Waszym koncertem poznamy laureatów Konkursu Piosenki Artystycznej, czyli tych, którzy dopiero zaczynają „wschodzić” na muzycznej scenie. Co mogłabyś poradzić tym młodym muzykom?

– Sama przechodziłam tę samą drogę kilkanaście lat temu. Co mogę poradzić? Żeby robić swoje, żeby wierzyć w siebie. Myślę, że jak ktoś ma pasję i ją rozwija, i się nie poddaje, jest konsekwentny, to to jest najlepszy prezent, jaki może sobie w życiu zrobić!

– W sieci jest wiele interpretacji, coverów Waszych utworów. Jakie to uczucie dla artysty, kiedy widzi jak szerzy się jego twórczość i jak wiele ma interpretacji?

– Jest to oczywiście bardzo miłe uczucie, że utwór żyje swoim życiem. De facto my już przestajemy mieć kontrolę nad tą piosenką i ona sobie gdzieś tam migruje po świecie i zamieszkuje w ciałach innych ludzi.

– Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w pracy muzyka?

– Myślę, że podróżowanie. Jest to separacja z rodziną, długie godziny w busie. Co prawda teraz już jest trochę lepiej niż parę lat temu, ponieważ budują się nam te drogi szybkiego ruchu i autostrady, więc szybciej docieramy do różnych miejsc. Ale jednak jest to bardzo męczące i budzenie się każdego poranka w innym miejscu, w innym hotelu, w innych warunkach – to jest, myślę, najtrudniejsza sprawa związana z tym zawodem.

– Jesienią planujecie wydać kolejną płytę. Możesz zdradzić nieco więcej szczegółów, jaka ona będzie?

– Większość tej płyty tak naprawdę możemy już zobaczyć i posłuchać na YouTube, bo my na bieżąco udostępniamy wszystko, co nagrywamy. I taka jest idea tej płyty, że nagrywamy po dwie piosenki w różnych miejscach. Zazwyczaj staramy się to nagrywać na dworze – w lesie, na dachu; teraz będziemy chcieli nagrać kolejne dwie piosenki w ogrodzie moich rodziców. W ogóle akustyka dworu jest zupełnie inna niż pomieszczeń i brzmi to fenomenalnie, więc na przykład akustyką lasu byliśmy totalnie zachwyceni. Co prawda na dachu doskwierał nam wiatr, więc to było dosyć trudne, ale myślę, że w ogrodzie, otoczeni jabłoniami – pod koniec kwietnia mamy nowe nagranie – będzie fajnie! To wszystko na bieżąco miksuje Robert Szydło – to jest nasz basista i on również jest odpowiedzialny za mix wszystkich naszych płyt. A te wszystkie video chcemy zgromadzić w jeden wielki folder i zrobić też z tego DVD.

– Kilkakrotnie powtarzałaś, że o wiele łatwiej jest Ci pisać melancholijne teksty. Z czego to wynika?

– Kiedyś faktycznie było mi łatwiej pisać melancholijne teksty, ponieważ każdy z nas przeżywa jakieś trudniejsze momenty w życiu i ci, co potrafią jakoś to wyrażać, czyli osoby, które piszą piosenki, właśnie w ten sposób wyrażają różne stany ze swojej duszy. W tym momencie jestem bardziej na etapie pisania o dobrych stronach życia i bardzo lubię sobie żartować w piosenkach – to się akurat we mnie zmieniło.

– Macie już na koncie sporo teledysków i kilka bardzo owocnych współprac. Czy którąś z nich wspominasz ze szczególnym sentymentem?

– Współprac to w sumie nie mamy zbyt wiele. Nagraliśmy, owszem, duet ze Skubasem i on nam towarzyszy bardzo długo – od kiedy się pojawił na naszej płycie gościnnie, więc jest naszym gościem bardzo często. Na przykład dzisiaj też będzie śpiewać z nami nieśmiertelną piosenkę „Bezwładnie”. Dzisiaj też będziemy gościć pierwszy raz Joannę Słowińską – wspaniałą artystkę, która zajmuje się głównie śpiewaniem folku i jest obdarzona wspaniałym głosem, ale ma też niesamowitą wiedzę muzyczną i jest też taką skarbnicą pieśni ludowych. Ja ją widziałam w akcji jak śpiewała, tak prywatnie, na weselu mojego przyjaciela i zrobiła mu w prezencie oczepiny – ale to były oczepiny sprzed ponad 100 lat! Było śpiewanie pięknych pieśni o tym, jak panna młoda żegna każdego z członków swojej rodziny po to, by zacząć nowe życie z mężem – to jest piękna sprawa. Ale tak to my nie jesteśmy jakoś super współpracującym zespołem, co chwilę goszczącym jakichś gości. Raczej idziemy tutaj bardziej samodzielnie, w swoją stroną. Ale myślę, że to nie jest wykluczone, że kiedyś jeszcze będzie sporo tych gości u nas.

– A gdybyśmy mieli cofnąć się do początków zespołu – zmieniłabyś coś w Waszej drodze?

– Myślę, że nie. Myślę, że ta droga, którą przeszliśmy była trudna, mozolna czasami i pełna kryzysów w pewnych momentach, ale z drugiej strony uważam, że ten sukces, który nas spotkał po bardzo, bardzo długim czasie pracy nauczył nas – właśnie – ciężkiej pracy, konsekwencji i pokory.

– Dziękuję bardzo za rozmowę!

Scroll to top