Urszula Dudziak w Krakowie

Koncert Urszuli Dudziak jak najszczersza rozmowa. Zachwyciła byciem na scenie i zelektryzowała swoim charakterystycznym „scatem”. Bawiła publiczność anegdotami i dzieliła się z nią… motywującymi radami na życie. Urszula Dudziak to kolejna gwiazda Summer Jazz Festiwal Kraków. We wtorek dała półtoragodzinny koncert w sali widowiskowej Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. A skoro Dudziak, to nie mogło zabraknąć jej najbardziej rozpoznawalnego utworu – „Papai” oczywiście! Zabrzmiał przy ogromnym ożywieniu i oklaskach publiczności już w finale koncertu. A wcześniej mogliśmy usłyszeć dużo nastrojowego jazzu i utworów, w których jej temperament sceniczny mógł się w pełni okazać. Były nawet jazzowe interpretacje muzyki klasycznej. A wszystko w znakomitej oprawie instrumentalnej zespołu, o którym Urszula Dudziak mówi, że jest jej wizytówką. Jednak specyfika cudownych koncertów mistrzyni „scata” to nie tylko dawkowanie wrażeń muzycznych, to także bardzo swobodny, świetny kontakt z publicznością! Swoich fanów pani Urszula zabawiała anegdotami, wśród nich tą wielokrotnie już opowiadaną, jak to na lotnisku nasz rodak pomylił ją z… Krystyną Prońko („mam wszystkie pani płyty, pani Krystyno”!). Z krakowskiego koncertu jego uczestnicy wynieśli jeszcze coś więcej. Przekonanie, że warto wierzyć w swój potencjał i koniecznie go wykorzystywać. Że to, nad czym się skupimy, urośnie, a to, o czym pomyślimy, na pewno się sprawdzi. Przy czym, nawet jeśli Urszula Dudziak mówiła o rzeczach poważnych, to i tak robiła to z właściwym sobie poczuciem humoru. Jak już będzie po którymś tam bisie i wszyscy tu padniemy z wyczerpania, jak podniesiecie się z krzeseł i skierujecie do wyjścia, to opuścicie tę salę odmienieni, bo ja jestem czarownica! – mówiła Urszula Dudziak, wywołując oklaski i szczere, głośne śmiechy. – Sprawię, że poczujecie się szczęśliwszymi ludźmi! Nagle okaże się, że wszystkie wasze problemy są bardzo proste do rozwiązania i są pięknym wyzwaniem i lekcją, która was otoczy pancerzem ochronnym na przyszłość. Zatem, uważnie słuchajcie, co mówię. Dopiero jak zacznę śpiewać, to możecie gadać! – Dobrze, to teraz coś zagramy, a potem znowu będzie kazanie – dodała po chwili, znów wywołując tym oczywiście oklaski i śmiech. Taka jest pani Urszula. Cudowna osoba, niezwykła wokalistka, która w swojej dotychczasowej historii spotykała na scenicznej drodze takie sławy, jak Bobby McFerrin, Herbie Hancock czy sama Nina Simone (i oczywiście Krzysztof Komeda, Michał Urbaniak, Adam Makowicz…). Tę muzyczną historię pisze nadal. Nadmienianie o wieku pani Urszuli wydawałoby się nietaktowne, choć sama wspomniała o nim podczas koncertu. Wszyscy, którzy oglądali ją we wtorek na scenie, przekonali się, że w jej przypadku metryka nie ma znaczenia i zupełnie nie odpowiada temu, jak Urszula Dudziak wygląda, jak skatuje (z niesłabnącą energią) i jak porusza się na scenie (a robi to cudownie). Można jednak przytoczyć fragment ze wstępu z jej książki zatytułowanej „Wyśpiewam wam wszystko” (najbardziej cierpliwi uczestnicy koncertu mieli okazję zdobyć autograf z dedykacją na dostępnych po koncercie egzemplarzach autobiograficznej opowieści). Ten krótki fragment doskonale zobrazuje poczucie humoru artystki i jej szaloną siłę życia. Pani Urszula pisze tak: Moja była menedżerka Joasia powiedziała kiedyś: „Ula, jak patrzę na ciebie, to wyobrażam sobie, jak wwożę ciebie stuletnią na scenie w wózku i krzyczę ci do ucha: Ula, drzyj się, drzyj!” Jeszcze nie mam setki, a drę się jak cholera, ile mi sił starczy. Taka jest pani Urszula!
« z 4 »
Rafał Jaworski
Scroll to top