Obywatele DT (Dąbrowy Tarnowskiej) pretendują chyba teraz na „obywatelstwo” Krakowa. Norbert, Michał, Jakub i Ryszard po jakimś czasie mieszkania w Mieście Królów Polskich stwierdzili, że muszą przelać swoje przeżycia na kanwę muzyczną. Tak powstał ich najnowszy singiel „Kraków”. W ich twórczości można wyczuć nutki country, bluesa, folka, ale też miłości, nostalgii i to wszystko pod sporą warstwą dobrego poczucia humoru. 3 lutego chłopaki zapraszają do Tarnowa na swój występ do Whiplash Music Bar. Więcej o zespole Obywatele DT opowie Norbert Giza – wokalista, gitarzysta i autor tekstów w wywiadzie poniżej:

Pochodzicie z Dąbrowy Tarnowskiej, ale przeprowadziliście się do Krakowa.

Poszliśmy najbardziej oklepaną ścieżką — wprost do Krakowa na etapie studiów.

Jako zespół zgraliście w Krakowie, czy w Dąbrowie Tarnowskiej?

Na początku zespół od początku funkcjonował jako małomiasteczkowa formacja, z której wszyscy pochodzimy. Później teksty piosenek oparliśmy o tematykę, związaną z małymi ośrodkami miejskimi. To, że ostatnio wypuściliśmy singiel Kraków, wynika chyba z chęci ekspansji i poszerzenia swojej publiczności, ale też z naszych osobistych doświadczeń – więc to spektrum zostało naturalnie poszerzone.

Zacząłeś od grania streetowego w swoim rodzimym mieście?

Tak, aczkolwiek nie do końca to jest prawda, ponieważ Dąbrowa jest dosyć małą mieściną i ma ok. 12 tys. mieszkańców. Grałem natomiast w mieście, w którym chodziłem do liceum, czyli w Tarnowie – tam zaczynałem na ulicy Wałowej. Kontynuowałem to też podczas studiów, mimo że tam akurat nie studiowałem, ale klimat średniej wielkości miasta najbardziej odpowiadał mojemu profilowi grania ulicznego – wtedy nie miałem jeszcze żadnego wzmacniacza i byłoby mi ciężko przebić się przez jakieś większe tłumy, które są obecne na ulicach Krakowa.

O czym jest najnowszy singiel Kraków?

Jest to piosenka, która opowiada o ambiwalentnym stosunku do miasta. Nie jesteśmy ślepi na mankamenty, które w tym środowisku zauważamy, natomiast przeważają raczej odczucia pozytywne. Pojawia się też wątek miłosny jak pewnego rodzaju nośnik dla całego opisu relacji z miastem.
W kwestii teledysku zaufałem mojej koleżance z Tarnowa Karolinie T., więc koncepcja wyszła raczej od niej i nie wchodziliśmy jej w drogę.

 

Singiel o Krakowie, nie jest waszą pierwszą piosenką o mieście, ponieważ w waszym albumie wcześniej znalazła się „Ballada o Dąbrowie”, w której podobnie też czuć i słodycz, i gorycz.

Małe miasta też mają różne oblicza. Myślę, że jednak w „Balladzie o Dąbrowie” gorycz jest bardzo subtelna. Te boiska, o których śpiewam, aktualnie już nie wyglądają tak źle i wszystko działa wzorowo, natomiast piosenka opowiada bardziej o moich młodzieńczych latach albo wręcz dziecięcych, kiedy te boiska przypominały trochę kartofliska – nie było błota po kolana, ale po kostki spokojnie.

Budując jeszcze jedną analogię, to śpiewasz o tych miastach, jak o bliskich Tobie osobach.

Każda z tych przestrzeni wiąże się bezpośrednio z pewnymi osobami, dlatego ciężko jest oddzielić jedno od drugiego. Jest to też atrakcyjny środek stylistyczny dla potencjalnego słuchacza, żeby przenieść tę tkankę emocjonalną w bardziej dobitny sposób i można śpiewać o mieście jak o kobiecie, albo o przyjacielu.

Wasza twórczość jest osadzona między bluesem, country, folkiem

Nieraz w opisach naszych stylistyk muzycznych wskazujemy też muzykę rockową albo rock’n’rollową. Nasza muzyka jest na tyle eklektyczna, że ciężko ją bezpośrednio sklasyfikować, dlatego dosyć frywolnie posługujemy się tymi określeniami. Często też pojawia się poezja śpiewana w kontekście moich tekstów, które są często barwne i emocjonalne. Nasze aranżacje są często zrobione w vintage’owych klimatach, więc też nawiązują do stylu rockowego.

Główną tematyką Waszych piosenek są bieżące problemy społeczne i w związku z tym mieliście problem ze spójnością waszego pierwszego albumu „Sąsiedzkie tango”?

Był problem, ponieważ piosenki były pisane na przestrzeni dłuższego okresu i nie przyświecał temu jakiś zamysł, żeby wrzucić to na jeden krążek. W końcu to wykrystalizowało w formie opowieści o małym mieście. Przy pierwszej płycie wymyśliliśmy, że będziemy się wpisywać w ramy małomiasteczkowego śpiewania. Natomiast już wtedy w wywiadach wskazywałem na to, że następnym celem będzie poszerzenie tej tematyki o inne ośrodki. Więc fajnie, jeśli ktoś znajduje wspólny mianownik na tej płycie. Myślę, że dużą rolę w tym odegrał jej master, który na warstwie m.in. dźwiękowej starał się, żeby te piosenki między sobą płynnie przechodziły. Dużą rolę odegrała kolejność piosenek na płycie. Zanim ją nagraliśmy, nie zastanawialiśmy się, że taka prozaiczna rzecz, jak kolejność piosenek na płycie może mieć wielkie znaczenie.

Przy pisaniu piosenek raczej stawiam na wolność artystyczną niż na trzymanie się sztywnie określonych wcześniej koncepcji. Oczywiście bardzo szanuję twórców, którzy potrafią połączyć jedno z drugim, ale myślę, że trzeba być wtedy pierwszą ligą. Piszę raczej dosyć frywolnie, natomiast potem nanosimy ewentualnie jakieś drobne zabiegi, w celu uspójnienia całości. Staramy się, żeby nasze piosenki były zróżnicowane po to, by odbiór nie był nużący dla słuchacza. Chcemy poruszać różne tematy w swojej twórczości. Podczas słuchania mainstreamowych rozgłośni zawsze mnie denerwowała dominacja tematów stricte miłosnych, raczej oklepanych w swojej formie i przekazie. Myślałem wtedy, że jak będę pisał piosenki, to każda będzie dotyczyła innych spraw, żeby nie robić czegoś na kształt nieoficjalnych coverów.

Faktycznie staraliśmy się, żeby te piosenki dotyczyły rzeczy często istotnych – ze współczesności albo historii wręcz XIX-wiecznej (piosenka „Rabacja”). Teraz jak na szybko przeglądam w głowie wszystkie nasze piosenki, to chyba tylko jedna dotyczy rzeczy górnolotnych, które można nazwać obywatelskimi, reszta raczej dosyć rzeczy błahych. Na pierwszej płycie myślę, że nie brakuje natomiast piosenek zaangażowanych społecznie i dlatego nasza nazwa Obywatele DT ładnie się wpisuje w tę konwencję.

Wasza nazwa Obywatele DT oznacza, że jesteście obywatelami Dąbrowy Tarnowskiej, tak?

Zgadza się. Chcieliśmy się zabawić taką koncepcją tworzenia nazw, gdzie pierwszym członem są obywatele, a potem następuje jakiś skrót. Najczęściej tutaj ludzie wskazują na Grzegorza Ciechowskiego, czyli Obywatela G.C. Pragnę jednak zauważyć, że potem też pojawili się Obywatele RP, więc to nie jest tak, że zrzynamy tylko od świętej pamięci pana G. Ciechowskiego. Mnie się osobiście bardzo podoba ta nazwa, bo jest ona po prostu dźwięczna, mówiąc słownikiem muzycznym.

Chcę podkreślić, że masz bardzo lekkie i jednocześnie trafne poczucie humoru, które naturalnie wplata się w twoje teksty.
Zawsze chciałem być dowcipny (śmiech). Wydawało mi się, że w tekstach jest to dowód posiadania inteligencji. Dostałem komplement, więc pociągnę dalej ten wątek — jeżeli ktoś umie dobrze zażartować, to jest z niego kumaty gość (śmiech).

Jakiej muzyki słuchasz?

Mówiąc ogólnie, słucham głównie muzyki gitarowej, ponieważ sam gram na gitarze. Jak słucham muzyki, to zawsze mam w tyle głowy to, żebym później spróbował zagrać usłyszany kawałek, ponieważ też pracuję jako muzyk do wynajęcia na różne wydarzenia. Można powiedzieć, że staram się słuchać ambitnej muzyki gitarowej, która ma pierwiastek komercyjny i przystępną melodię. Wszyscy kochamy ładne melodie i ja też nie jestem wyjątkiem.

W zespole jesteście wszyscy jakoś spokrewnieni oprócz Michała.

Tak, Michał jest nieco starszy od nas, mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie, jednak nie na tyle, żebyśmy się jakoś na siebie nie nacięli, bo tam wszyscy w zasadzie się znają. Poznaliśmy się z nim na boisku koszykówki i jakoś tak się zakręciło później – zapraszaliśmy się na jakieś jam session, różne grania bez formuły faktycznych formacji zespołowych. Graliśmy z Michałem i z Jakubem (naszym perkusistą) w jednym zespole bardziej rockowym, który aktualnie jest zawieszony. Po prostu jak Obywatele DT zorientowali się, że potrzebują basisty, żeby brzmienie było już pełne, to oczywistym wyborem był Michał.

Czy to jest prawda, że zaczynaliście od kolędowania?

Tak, brzmi bardzo swojsko, ale nie wstydzimy się tego. Chyba nawet rok temu zrobiliśmy krótkie tournée po najbardziej lubiących nas dzielnicach. Faktycznie mamy nagraną autorską Kolendę, która nazywa się „Kolenda obywatelska”. To były nasze początki jeszcze bez Michała. Też myślimy, że fajnie by było zrobić jakiś cykliczny ewent, gdzie gralibyśmy Kolendy.

 

Rozmawiała Kateryna Shmorgun