Dino D’ Santiago w Warszawie

“Cieszę się, że mnie tu zabrałaś” – usłyszałem w szatni słowa chłopaka do pewnie swojej dziewczyny po zakończeniu koncertu Dino D’ Santiago w warszawskim Palladium 8 lutego. I właściwie to zdanie mogłoby służyć za całe podsumowanie tego koncertu.

Gdy 2 lata temu Dino pierwszy raz przyjechał do Polski w ramach Siesty Festival, od pierwszych rytmów podbił serca gdańskiej publiczności.Publiczności, którą jak najlepszą laurkę wystawili Ci, którzy występowali tam przed nim: Tito Paris, Paulo Flores i wielu innych. A Dino i Ci co przyszli na koncert rozkręcali się z każdym utworem aż do niesamowitego “Djonsinho Cabral” zaśpiewanego na bis.

Jego drugi przyjazd do Polski i to, co działo się w Palladium, można powiedzieć śmiało powiedzieć było kontynuacją tamtego koncertu. Ten Warszawski zaczął się tam, gdzie gdański koncert się skończył.

« z 6 »

Do Polski przyjechała gwiazda, która jakby wróciła do swoich. Dino pewnie nie postrzega siebie jako idola, ale na tym właśnie polega jego wyjątkowość – wulkan energii na scenie, genialny muzyk i showman, a przy tym człowiek, który w tym zwariowanym świecie umie być sobą i zarażać każdą publiczność tym “czymś”, a zwłaszcza optymizmem i śpiewająco taneczną radością.

Muzycznie koncert wypełniły głównie jego nagrania z najnowszej płyty, choć nie zabrakło starszych przebojów.
Miłą wisienką na torcie tego koncertu były utwory, który Dino zaśpiewał wspólnie z Olą Jas.

Po koncercie Dino udzielił nam wywiadu. – Zapraszamy do jego przeczytania.

Scroll to top