Siesta Festival 2016

Jak zapamiętamy 6-tą edycję Siesty Festival? Była wyjątkowa. Po prostu.

Mieszanka młodości, powiewu świeżości, dobrej zabawy, profesjonalizmu na najwyższym muzycznym poziomie i kolejna nauka kultury, jaką zafundowały nam ściągnięte przez organizatorów gwiazdy. Właśnie taka była tegoroczna Siesta. Lura, dla której był to powrót na tę festiwalową scenę po kilku latach, a także Tomatito zafundowali słuchaczom niezapomniany piątkowy wieczór – pełen nie tylko zabawy, ale i nostalgii, tak charakterystycznej dla muzyki Półwyspu Iberyjskiego.

Elida Almeida

Kiedy Marcin Kydryński zapowiadał jej koncert, pewnie sam nie podejrzewał, że ta pochodząca z Wysp Zielonego Przylądka młoda wokalistka za kilka miesięcy stanie się prawdziwą gwiazdą muzyki luzofońskiej. Ta artystka już w momencie wyjścia na scenę zafundowała obecnej na sali publiczności prawdziwą muzyczną petardę. Najlepszym tego wyrazem, a zarazem zwieńczeniem jej występu, było zaproszenie jednego z uczestników wydarzenia do wspólnego tańca.

« z 6 »

Koncertem stanowiącym pożegnanie z Filharmonią był występ Anoushki Shankar.
Ta pochodząca z Indii instrumentalistka, grająca na sitarze, zabrała wszystkich w zupełnie inny wymiar. Nie tylko muzyczny. Nawet nie trzeba było zamykać oczu, by dźwięki, jakie zaprezentował jej zespół zabrały nas w jednej chwili do Delphi, Tadż Mahal i Kashmiru.

« z 4 »

Festiwal klasycznie zakończył się koncertem w klubie Parlament. Miały być tańce i dobra zabawa. I właśnie tak było. Na dokładkę wystąpiła Karyna Gomes, która zafundowała nam (podobnie jak rok wcześniej Paulo Flores) muzyczną podróż po wierzeniach, kulturze i obyczajach środkowej Afryki. A to wszystko przy akompaniamencie dwóch instrumentów i melona.

« z 4 »

Tomatito i Lura z zespołami

« z 3 »
« z 3 »
Scroll to top